Niewyobrażalna tęsknota

Niemoc. Pustka. Samotność. Niewyobrażalna tęsknota. Każdy dzień od momentu kiedy wyprowadziłem się z Katowic, z zielonej, ukochanej Ligoty, jest dniem smutku. Dniem przeszywającej mnie do szpiku kości tęsknoty. Tęsknoty wręcz niewyobrażalnej, mającej znamiona silnej depresji, powodującej niemoc normalnego funkcjonowania. Nigdy nie myślałem, że można tak bardzo związać się emocjonalnie z miejscem, które na mapie jest zaledwie punktem wśród gąszczu linii i figur geometrycznych. Miejscem, które jak demony, nawiedza mnie w snach, tak bardzo realistycznych, że wybudziwszy się z nocnej maligny, potrzebuję paru chwil, by móc się zorientować, gdzie tak naprawdę jestem, by móc znów wrócić do szarej rzeczywistości, tym bardziej smutnej, że przysypanej śniegiem.

Ogromne połacie opolskich pól. Białych przestrzeni, z których wyłaniają się brudne, ciemnobrązowe grudy ziemi. Obraz, którego obawiałem się już od dawna, od dnia kiedy tu zamieszkałem. Często zastanawiałem się jak te bujne, falujące na wietrze jeszcze wtedy lipcowe, letnie pola, będą wyglądały zimą? Czy poradzę sobie z pustką, jaką będą tworzyły okraszone śniegiem, zacierającym linie widnokręgu sięgające i tak już bez jego pomocy, parudziesięciu kilometrów?

Pod koniec 2015 roku nastąpiło apogeum mojego zamartwiania się. Załamałem się na duchu. Podupadłem w każdej możliwej sferze życia.

Wracam. To jedyne co mogę zrobić.

Teraz już wiem, co czują Ci, którzy opuszczają swój mały Heimat. Co czuli moi rodzice opuszczając, wtedy jeszcze barwne, dziś już niestety, zapuszczone i mało kolorowe Lipiny.