List do

Gorąco. Ulicy pył w nozdrzach. Ulicy pył w ustach. Mróz. Pył i siarka z kominów w płucach. Cztery pory roku. Z żelaza elementy porozrzucane przy naszych placach. Zardzewiałe. W symbiozie z kwitnącą wiosenną zielenią drzew. W symbiozie z zimową bielą górniczych hałd. Szpetne figury wdzierające się w krajobraz śląskich kamienic.

Wypiaskowane; brudno czerwone familoki, a za nimi składowiska wszystkiego tego, co przestało być potrzebne na którymś z etapów życia. Stary telewizor. Fotel. Umywalka. Sobotnie szkło. Karma dla tych, co stracili dach nad głową.

Tak to wszystko leży. Wrasta w ziemię, która krzyczy. My głusi na ten krzyk z zamkniętymi oczami slalomem biegniemy do swoich domów.

W oknach białe firanki. Okna wyglancowane na błysk. Kontrast tonalny w każdym z możliwych ujęć.

Z biegiem czasu przestaje nas interesować to, co dzieje się poza naszymi czterema ścianami. Przez lata byliśmy przyzwyczajani do takiego stanu rzeczy.

Degeneracja społeczeństwa. Młodzieży. Degeneracja po części naszej tożsamości. Bo czyż śląska tożsamość to nie ład i porządek?

Zaburzenia pojmowania estetyki. Argument pierwszy; brak perspektyw na lepsze jutro.

Czy każdy z nas niezależnie od sytuacji życiowej w jakiej się znajduje nie powinien być zobligowany do troski o wspólne najwyższe dobro jakim jest matka ziemia?

Światowy Dzień Ziemi. Światowy dzień opieki nad tym co jeszcze pozostało z tej pięknej błękitnej formy. Jeden z 365 dni. Skromnie. Narzucony schemat postępowania. Wszyscy zabierają się do pracy. Uczniowie. Społeczności. Mieszkańcy więzień. Sprzątamy. Z własnej woli lub z przymusu. Są jednak takie miejsca, które nawet raz w roku nie zmieniają swojego oblicza. A przecież lata wstecz to wszystko jakoś inaczej wyglądało.

Nowo budowane osiedla wyrwane z innej bajki, oddzielone od reszty metalowym ogrodzeniem. Enklawy porządku, wyższego statusu społecznego. Spoglądające z wyższością na swoje już stare ceglane rodzeństwo. Trawa króciutko przycięta. Na ziemi brak jakichkolwiek śladów egzystencji. Brak papierków po cukierkach. Brak obecności czworonożnych przyjaciół. Na każdym metrze kwadratowym zachowany porządek. Argument drugi; status społeczny.

Czy to, że źle nam się powodzi w życiu, mieszkamy w biednej dzielnicy, pracujemy od poniedziałku do soboty za tak zwane frycowe,  jest wytłumaczeniem, że mamy potykać się o rozbite szklane butelki, plastikowe pojemniki, a fruwające na wietrze reklamówkami mają muskać nasze twarze? Co gorsza sami do takich sytuacji możemy doprowadzać? Nie. Nie ma żadnego moralnego usprawiedliwienia takiego postępowania, pojmowania otaczającego nas świata.

Od najmłodszych lat uczono mnie, że przyroda jest najważniejsza. Było to, co najmniej dziwne ponieważ na co dzień spoglądałem przez okno mieszkania na kopalnie i górnicze hałdy. Lecz każde udziwnienie rodzi głód poznania. Na widnokręgu z tymi górniczymi hałdami mieszały się połacie zielonego lasu, który już jako młody chłopiec zacząłem eksplorować.

Wychowany w duchu umiłowania natury i śląskiego przemysłu w moim sercu zrodził się zadziwiający miks emocji. Przyroda w pewnych sytuacjach może nauczyć się współżyć ze stalowymi konstrukcjami zakładów przemysłowych. Lecz nigdy do tego nie dojdzie jeżeli człowiek nie będzie postępował zgodnie z podstawowymi prawami jej ochrony podczas kierowania tymi zakładami. To samo dotyczy ulic, placów, parków miejskich. Możemy z przyrodą żyć w zgodzie, ale na każdym z kroków jakie wykonujemy musimy zachować należytą staranność o jej dobro. Nie możemy zrzucać odpowiedzialności za czystość ulic wyłącznie na przedsiębiorstwa zieleni miejskiej, przedsiębiorstwa komunalne, na administratorów nieruchomości w których mieszkamy.

Śląsk jest piękny jako kolaż zieleni oraz industrialnej przeszłości. Nie potrzebuje śmieci na placach familoków, chodnikach pomiędzy ulicami. Potrzebuje rewitalizacji kamienic i terenów, które od lat czekają na ich oczyszczenie. Oczyszczając Śląsk oczyścimy również siebie.

Także szanowny Panie, który pozostawiłeś tę bryłę żelastwa na kółkach za garażami przy ulicy Metalowców w Świętochłowicach zlituj się i zrób coś z tym. Liczę, iż pokrzepiony treścią niniejszego listu będzie Pan w stanie właściwie postąpić i zdjąć na zawsze ujmę ze swojego życiorysu.